Jan Kazimierz - król z przypadku i... kardynał

Jan Kazimierz Waza jako kardynał
Patrząc na życie Zygmunta III Wazy, który był przykładnym katolikiem i raczej wiernym mężem (nie licząc związku pozamałżeńskiego z Urszulą Meierin) swoich dwóch żon - Anny i Konstancji, aż trudno uwierzyć, że jego synowie, najpierw Władysław IV, a potem Jan Kazimierz byli rozpustnikami. Pierworodny syn władcy -Władysław IV Waza, jako młodzieniec był bardzo urodziwy. Miał dwie żony: Cecylię Renatę Habsburg i Marię Ludwikę Gonzagę. Ta ostatnia pochodziła z Francji i aby stać się polską królową musiała zmienić kolejność imion. Stała się Ludwiką Marią Gonzagą. Było to spowodowane faktem, że w owym czasie w Rzeczypospolitej noszenie przez kobiety imienia Maria było uznawane za świętokradztwo. Odnoszono je jedynie do Matki Boskiej.
No dobra, ale wróćmy do Władysława IV i jego pierwszej żony - Cecylii Renaty Habsburg. Król doczekał się z nią tylko jednego syna - Zygmunta Kazimierza Wazy. (No dobra, mieli jeszcze córkę Marię Annę Izabelę Wazównę, ale ona nie dziedziczyła tronu, bo w Polsce, poza przypadkiem Jadwigi Andegaweńskiej i Anny Jagiellonki królami zostawali mężczyźni. Poza tym królewska córka zmarła przeżywszy zaledwie miesiąc.) Po narodzinach królewicza sytuacja królewskiego brata stała się niepewna. No bo oto teraz to syn Władysława IV Wazy stał się następcą tronu. Zdał sobie z tego sprawę również kardynał Richelieu, który schwytał swego czasu Jana Kazimierza, podczas jego zagranicznych wojaży uznając go za szpiega. Wierzył także, że jak umrze Władysław IV Waza to Habsburgowie przejmą polski tron.
Narodziny królewskiego potomka uświadomiły kardynała, że nawet jeśli umrze Władysław IV - to tron po ojcu obejmie jego syn - Zygmunt Kazimierz Waza. Przetrzymywanie królewicza Jana było zatem już bezzasadne. 
Jan Kazimierz wstąpił do zakonu jezuitów, ba powiem więcej, był już prawie kardynałem. No bo kurde, brat ma syna, no to on tronu nie dostanie, to sobie w kościele karierę zrobi. Święceń kapłańskich nie przyjął, bo wtedy to nie było konieczne. A tu kurczę klops... 9 sierpnia 1647 roku, przeżywszy zaledwie 7 lat, zmarł królewicz Zygmunt Kazimierz Waza. To sprawiło, że to Jan Kazimierz Waza stał się prawowitym następcą tronu. Zrzekł się godności kardynalskiej, a po śmierci brata w 1648 roku został obrany królem Polski.
Swoją drogą szkoda, że ten Zygmunt Kazimierz Waza umarł, może gdyby to on został królem, historia Polski potoczyłaby się inaczej. Być może jego stryj - Jan Kazimierz lepiej sprawdziłby się pełniąc funkcję kardynała. 
A tak, wpędził nas w wojnę polsko-szwedzką, w historiografii znaną lepiej jako potop szwedzki, narobił długów, abdykował i wyjechał do Francji, o, i tyle go widzieli.

Komentarze